-
przeprowadzka bez "współlokatorów" | Koala <a@b.c>
Wszystkich witam i o radę pytam.
Sprawa wygląda tak, że obecnie mieszkam w bloku z wielkiej płyty i
przygotowuję się do przeprowadzki do nowego mieszkania, zupełnie nowego.
Problem leży po stronie współlokatorów w postaci karaluchów, które
pojawiają się tu i ówdzie, a najczęściej w kuchni. Walka z nimi doraźna
różnymi metodami oczywiście porządek przede wszystkim, ale cały czas
zdaję sobie sprawę, że one gdzieś tam są... w tym w różnych sprzętach
AGD, bo pojawiają się od czasu do czasu.
W związku z tym mam pytanie : Czy ktoś przerabiał przeprowadzkę w takich
warunkach, tak żeby ich nie zawlec w nowe miejsce razem ze sprzętem i
innymi rzeczami? I jak sobie z tym poradzić praktycznie? Książki, ciuchy
można, wytrzepać skontrolować, ale zupełnie nie wiem jak się zabrać do
problemu sprzętu, w którym mogą przesiadywać no a trudno wszystkie te
rzeczy zostawić na starym miejscu lub wyrzucić. Musi być w końcu jakaś
skuteczna wypróbowana metoda, bo mam już ich serdecznie dość. Większość
tematów dotyczy doraźnej walki, a tu muszę zastosować sposób pewny,
skuteczny i w miarę szybki, żeby zdążyć wszystko popakować.
Owadobójczo pozdrawiam,
koala
-
Re: przeprowadzka bez "współlokatorów" | " 666" <usunto@wp.eu>
Przerabiałem: czekałem na mróz, tak z minus 18°C było, i poszło nieźle.
W tym wystawianie czego się dało w workach na balkon, żeby wymarzło.
Tyle, ze kiedyś to zimy były ;-)
JaC
-----
> I jak sobie z tym poradzić praktycznie?
-
Re: przeprowadzka bez "współlokatorów" | "Tomek" <binar@op.pl>
> Przerabiałem: czekałem na mróz, tak z minus 18°C było, i poszło nieźle.
> W tym wystawianie czego się dało w workach na balkon, żeby wymarzło.
> Tyle, ze kiedyś to zimy były ;-)
W takiej temp. to karaluch co najwyżej pójdzie spać.
Jaja mogą być wszędzie i mogą przetrwać bardzo długo.
Jak mieszkanie będzie im odpowiadać to i tak dostaną się do nowego
mieszkania. Jak wy ich nie zabierzecie to przyjdą z sąsiadami, z gośćmi.
U rodziców są karaluchy, a ja ich do nowego mieszkania nie przeniosłem w
ciągu 10 lat. One same wybierają miejsca które im odpowiadają
Tomek
-
Re: przeprowadzka bez "współlokatorów" | Paweł_Grawicki <grawicki@bangalore.net>
Tomek pisze:
>> Przerabiałem: czekałem na mróz, tak z minus 18°C było, i poszło nieźle.
>> W tym wystawianie czego się dało w workach na balkon, żeby wymarzło.
>> Tyle, ze kiedyś to zimy były ;-)
>
> W takiej temp. to karaluch co najwyżej pójdzie spać.
> Jaja mogą być wszędzie i mogą przetrwać bardzo długo.
> Jak mieszkanie będzie im odpowiadać to i tak dostaną się do nowego
> mieszkania. Jak wy ich nie zabierzecie to przyjdą z sąsiadami, z gośćmi.
> U rodziców są karaluchy, a ja ich do nowego mieszkania nie przeniosłem w
> ciągu 10 lat. One same wybierają miejsca które im odpowiadają
>
>
> Tomek
>
>
jak spotkasz gości w nowym lokum - kup sobie takie coś:
http://allegro.pl/item322713110_higiena_94_likwiduje_prusaki_i_karaluchy_w_100_.html
(nie mam nic wspólnego z aukcją)
testowane w akademiku - naprawdę działa niezawodnie, a koszt jest znikomy
PGA
-
Re: przeprowadzka bez "współlokatorów" | "Piotrek" <hiphop@poczta.onet.pl>
Użytkownik "Paweł Grawicki" napisał w wiadomości
news:fqn0e9$ugm$1@mx1.internetia.pl...
> jak spotkasz gości w nowym lokum - kup sobie takie coś:
> http://allegro.pl/item322713110_higiena_94_likwiduje_prusaki_i_karaluchy_w_100_.html
> (nie mam nic wspólnego z aukcją)
> testowane w akademiku - naprawdę działa niezawodnie, a koszt jest znikomy
Prusaki pękają..... ze śmiechu, przynajmniej moje
Może na takie "przeniesione" niedobitki wystarczy....
Piotrek